Wystawa Ani Lyons „Polski Punk”

by jacekolechowski

W sobotę 23.03 w Warszawie, w Punkt 77 na ul. Inżynierskiej odbył się wernisaż wystawy Ani Lyons „Polski Punk”.

54361812_2278655295681340_531472580490559488_o

Ten wywiad Ada przeprowadziła ze mną. Ma się ukazać wkrótce w albumie o tym samym tytule co wystawa.

„Jacek Olechowski, kiedyś dziennikarz muzyczny, radiowiec, wydawca płyt, manager i promotor zespołów rockowych- dziś niezależny ekspert rynkowy, inwestor i przedsiębiorca. Nadal uważny, aktywny obserwator i komentator współczesnego stylu życia, reguł oraz zdarzeń społecznych, kulturowych; codziennych.

Rock and Roller!

Pracował wtedy w kultowej Rozgłośni Harcerskiej i w  wytwórni płytowej Tonpress. Był też współtwórcą i szefem artystycznym agencji koncertowej  Rock Estrada. W muzyce Kryzysu dostrzegł powrót do klasycznego, prawdziwego rock’n’rolla. Zafascynowało go to do tego stopnia, że przyjął funkcję ich menadżera. Dzięki niemu zespół Kryzys a potem przekształcona z Kryzysu Brygada Kryzys odnosiły sukces, grały na wielu trasach koncertowych. Gdyby nie Olechowski, Kryzys nie byłby w stanie zaistnieć medialnie ani grając tak niewiele koncertów, przejść do historii rocka.

Muzyka punk rock

…Bylem (i jestem) wielkim fanem rock and rolla, dziennikarzem muzycznym i doskonale orientowałem się, co się działo na światowych scenach. Punk był w pewnym sensie do przewidzenia. Przede wszystkim zniknął rock. To, co było w latach 50., 60., to wszystko zginęło na rzecz muzyki typu Genesis, Emerson, Lake & Palmer. Gdzieś te emocje musiały ujść. Nie mogły ujść w kierunku disco, kolejnego  wcielenia Boney M. Dochodziło już do tego, że Skaldowie grali Bacha, a Józef Skrzek w planetarium w Chorzowie patrzył przez lunetę w kosmos i grał  na klawiszach. Siedziało tam ze 30 osób wpatrzonych, zasłuchanych, ale to już przecież przestawało mieć coś wspólnego z rock ‚n’ rollem.

Fascynowało mnie to, co się zaczęło dziać na świecie. Coś między nową falą a punk rockiem. Później ten kierunek załapał  trochę więcej agresji, założył glany i mundurek. Ale początek był łagodny; marynareczki, krawaciki. To wszystko przypominało brytyjską  inwazję lat sześćdziesiątych. To było dokładnie to, co grali w Anglii The Searchers, Hollies czy Garry and the Peacemakers. Cały Liverpool i Mersey Sound . Pamiętam, jak Amok (Andrzej Turczynowicz) zaprosił mnie do Sound Clubu w Remoncie. Przyniosłem wtedy płytę Searchersów, a młodzież się cieszyła: O, jaka świetna kapela punkowa!.  A wtedy The Searchers to byli staroć, 15 lat po debiucie. To nie było może dokładnie to samo, ale to samo ujście.

Osobowość punk

Gdzieś te emocje muszą iść, a to jest muzyka tworzona przez wyrażanie emocji. Później zaistniały różne  nieciekawe rzeczy. Ale dużo też dobrego zostało. Punk obejmował szerokie spektrum. Po prostu to, co się później działo, mnie się już mniej podobało- ale to socjologia nie muzyka. Ogólnie rzecz biorąc to jest rock’ n’ roll, to musiało zaistnieć i to było fajne. Drugą rzeczą jest to, że ruch punk rockowy jeszcze raz udowodnił, że to nie jest ważne, jak się gra, czy gra się rewelacyjnie, czy poprawnie, czy nie. Ważny jest kształt tej muzyki, ważna jest siła tego wszystkiego, co nie tylko daje gitara, nie tylko daje jakiś tam instrument, ale daje jeszcze dusza, atmosfera. To, co było jeszcze w Kryzysie ważne i do dzisiaj jest nie do powtórzenia, to była charyzmatyczna  osobowość Maćka Góralskiego. Grał na bębnach, jak grał, natomiast to się na nim wszystko zasadzało. To była jego głowa, jego duch to wszystko ogarniał. Spiryt taki. Taką postacią był też Tomek Świtalski, po prostu miał saksofon i bez niego to się by nie liczyło. No i oczywiście Robert Brylewski – gigant! Siła kapeli to jest właśnie ta całość, wygląd itd. Tu wszystkie zmysły muszą pracować. Po wyjęciu nawet jednego elementu czy dwóch okazuje się, że wszystko pada. Każdy element tworzy całość i jest równie ważny. I to było to, co mnie ujęło i wciągnęło w Kryzys.

Pierwszy kontakt z Kryzysem

Zacząłem puszczać muzykę punkową, nowofalową w radiu, kiedy zgłosił się do mnie Maciek Góralski. Opowiedział mi o kapeli. Podchodziłem do tego raczej sceptycznie, ale wciągnął mnie jego zapał. Zaprosił mnie kiedyś na koncert w studenckim klubie Pudło. Nawet nie wiedziałem, że jest taki klub na Mokotowie. Klub jak klub, ale kapela wyszła i to mnie złapało. Odniosłem takie właśnie wrażenie, jakie miałem kiedyś na filmie „The Hard Day’s NightBeatlesów. Pierwszy akord. Chłopaki wylatują i zaczyna się fantastycznie dziać. Dokładnie to samo tutaj, może z mniejszymi umiejętnościami, ale atmosfera i duch tego wszystkiego to było właśnie to, o co mi chodziło.

Manager

Trudno mi powiedzieć, czy byłem managerem  z prawdziwego zdarzenia, czy nie, bo ja nie wiem, co wtedy oznaczało manager. W każdym razie, to mi się podobało i postawiłem sobie jakieś zadanie, proste zadanie. Kapela musi być znana. Nie powiem, żebym temu zadaniu poświęcił życie, ale był to niezły kawał roboty (ha!). Szkoda, że się to tak potoczyło, że sława  rozwaliła Kryzys. Uważam, że kapela się skończyła wraz z odejściem Maćka. Wtedy, gdyby można było ich wzmocnić muzycznie, ale nie indywidualnościami, toby można było to dalej pograć. Irek  był  bardzo dobrym basistą. Gdyby można było dodać wspomaganie Maćkowi i Robertowi, toby ta kapela mocno brzmiała. Natomiast Tomek Lipiński, niezwykle łasy na sławę, po dojściu do zespołu po prostu go przejął. Nie bylem na tyle zżyty z kapelą, żeby się orientować wielu ich  prywatnych sprawach i nawet specjalnie tego nie chciałem utrzymując lekki dystans zawodowy. Pewnego dnia po prostu się dowiedziałem, że Maciek odchodzi. Myślałem, że to tylko chwilowe i wszystko wróci do stanu poprzedniego, ale nie wróciło. Na pewno powstało coś bardzo ciekawego, ale to już było bardziej wydumane,  bardziej profesjonalnie i urynkowione. Straciło ten pazur. Tomek Lipiński jest dobrym popowym wokalistą. A Robert w tym zginął. Z tym swoim pazurem, zginął.

Promocja/Lista przebojów.

To był numer niewyobrażalny, bo jak zrobić przebój z kawałka, który nawet nie był nagrany. Sztuka była nie z tej ziemi. „Telewizja” weszła na listę przebojów Rozgłośni Harcerskiej, którą wtedy redagowałem i prowadziłem, ale to było jakieś  nagranie, nawet tylko fragment z amatorskiego sprzętu. Rozgłośnia też nie była jakoś specjalnie słuchalna. Wykorzystałem to, że Lista Przebojów Rozgłośni Harcerskiej   była drukowana w kilku czasopismach.  Jak się pojawiła w druku, to już było coś. Pojawiło się też w „Panoramie” śląskiej. A to był organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a na pierwszym miejscu Kryzys z „Telewizją”! To dopiero była niezła sztuka!

Koncerty

Był to okres, w którym się dużo działo. Koncerty były wszędzie. Kwestia tylko była, żeby to tak zorganizować, żebyśmy my w tym wszystkim uczestniczyli. Koncerty były różne, łącznie z tymi dziwnymi. Kiedyś braliśmy nawet udział w imprezie na Święcie Prasy Młodzieżowej w Dębicy, reżyserowanym przez zaprzyjaźnionego  rock’n’rollowca Filipa Holszańskiego –  w dobrym towarzystwie: my, Porter Band, Onomatopeja i jeszcze ktoś. Dla mnie ukoronowaniem tego czasu był  fantastyczny koncert na Pop Session w Sopocie.  Kilka tysięcy ludzie dało standing ovation”. Poczułem wtedy, że tak miało być. Że tak ma być! Wtedy nie było tak, że krzyknęło się na ulicy i robiło się koncert  Były estrady, domy kultury. Jednak trzeba było mieć kapelę gdzieś przypisaną. Myśmy się w pewnym momencie znaleźli się razem z Perfectem w Robotniczym Centrum Kultury Ursus w jakiejś ich agencji, która robiła koncerty. Dzięki Zbyszkowi Hołdysowi, który nam tam utorował drogę. Potem już była Rock Estrada!

Torwar

Pamiętam koncert na Torwarze. Mieliśmy jeden problem. Chłopaków wyrzucili niedawno z Remontu. Nie tylko ich, tylko w ogóle pogonili towarzystwo punkowe. Stał za tym  Marek Karewicz, do którego nie mogłem mieć pretensji. Był postacią! Mógł tak chcieć, mógł nie lubić i tyle. Na Torwarze, on właśnie miał zapowiadać Kryzys, ale oświadczył, że nigdy w życiu. Wybrnęliśmy z tego w ten sposób, że Zbyszek Hołdys ich zapowiedział po skończeniu występu Perfectu.

Koncert w Opolu

O godz 16-ej, jasno jak cholera, zespół Kryzys wychodzi, zaczyna rzeźbić, a publika siedzi, patrzy zdziwiona; co to jest. Czerwiec, jasno i zero kontaktu z publicznością, która przecież przyszła w ramach festiwalu piosenki. Sam koncert to był Rock w Opolu. To było przeżycie! Tu się chłopaki męczą, a tu zero reakcji, publika nie reagowała. W końcu Góralski się poderwał, rzucił pałeczkami i krzyknął; „Nie wiem, mięsa  się pewnie najedliście!”.

Płyta francuska

Ta płyta poszła poza mną, bez mojej i zespołu wiedzy. Płyta  ta, podobnie jak i późniejsza angielska, była żadna,  nagrana na magnetofonie szpulowym surówka. Ale to był fajny greps. Był wtedy w mainstrimie  nurt nazwany Muzyka Młodej Generacji, chociaż wielu z jego przedstawicieli debiutowało jeszcze w latach 60 (ha!)…  W ramach tego cyklu odbył się  maraton Rock Arena w Poznaniu. Trzydniowy festiwal w dobrej obsadzie: Porter Band, Iza Trojanowska, Kombi. Jest konferencja prasowa rano, rozpoczynająca imprezę. Siedzą, oficjalni bardzo organizatorzy za stołem przykrytym zielonym suknem, paprotka z jednej strony, paprotka z drugiej, wymieniają, kto będzie. Pada pytanie z sali: A gdzie zespół Kryzys? Organizator wstaje i odpowiada, że bardzo by chciał, żeby Kryzys wystąpił,  ale to, ale tamto, niektórzy z nich mają matury itp. W tym momencie drzwi się otwierają i wchodzi w pełnym składzie zespół Kryzys.  Oczywiście w wielkiej tajemnicy przygotowaliśmy to „nagłe” wejście. Ja wiedziałem, że tak się stanie i wyciągnąłem spod stołu te francuskie płyty. To stało się wydarzeniem. Ale też zabraliśmy show organizatorom spod znaku Muzyki Młodej Generacji, bo nie było relacji prasowej, która by nie napisała o tym, jak to zespół Kryzys nie wystąpił na Rock Arenie. Takimi grepsami robiliśmy  huk wokół kapeli. Zespół nie wystąpił, a się o nim pisało i to z sympatią. Większość z fachowych recenzentów, jakby usłyszała zespół, toby z taką sympatią prawdopodobnie nie napisała. Ale sytuacja się spodobała. Wchodzą młodzi chłopcy, jest płyta, jest greps. Organizatorzy festiwalu z pięć lat się do mnie nie odzywali. Wyznaczyłem sobie za cel, żeby zrobić huk wokół kapeli, spopularyzować ją i to się udało.

Czarna płyta Brygady Kryzys

Pracowałem wtedy w Tonpressie i chciałem się tam przebić z płytami Kryzysu i Perfectu. Przyjechałem kiedyś z klubu w Ursusie do Tonpressu i mówię o Perfekcie, że kapela jest rewelacyjna. O Kryzysie wszyscy wiedzieli i traktowali mnie jak idiotę. Oczywiście mnie zlekceważyli.  Po prostu szefem artystycznym Tonpressu był Krzysztof Sadowski, znany jazzman, który piany dostawał na ustach, jak takie kapele słyszał. To był czas, w którym towarzystwo jazzowe nie bardzo kochało się z rockmanami. Redakcja repertuarowa bała sie wychylić. Jednak mi się udało. Swoim entuzjazmem zaraziłem ówczesną szefową Tonpressu panią Kempową, ważną wówczas personę- żonę członka Politbiura. Jej się może nie spodobała Brygada Kryzys, ale doceniała mój entuzjazm. Zgodziła się na nagranie. Wtedy Tonpress skończył budowę nowego studia na Wawrzyszewie i to miały być testowe nagrania Brygady. Perfect już miał wcześniej nagrania radiowe. Namówiłem do współpracy realizatora Kubę Nowakowskiego. Wywodził się z  warszawskich kapel big bitowych lat 60’ tych, Grupa Pięciu itd. To był doskonały wybór, bo płyta jest fantastycznie zrobiona, świetnie brzmi nawet dzisiaj. Dzięki entuzjazmowi paru ludzi. Dla mnie to była ogromna satysfakcja. Płyta to było coś! Nie doczekałem niestety momentu w którym ta płyta się ukazała, bo mnie po 13 grudnia i politycznej czystce w mediach wyrzucili i z Tonpressu i z radia. Z Rafałem Szczęsnym Wagnerowskim uświadomiliśmy sobie, a w zasadzie to nam uświadomiono dobitnie fakt, że zakładając Solidarność w Krajowej Agencji Wydawniczej, której częścią był Tonpress nie bardzo możemy oczekiwać pobłażania ze strony systemu i trzeba się będzie pożegnać z zawodem dziennikarskim.

Po tym mocnym zawirowaniu w moim życiu zawodowym, Stanisław Cejrowski, legendarna postać środowiska jazzowego i rockowego ściągnął mnie do Stołecznej Estrady i stworzyliśmy Rock Estradę. Mieliśmy Brygadę Kryzys, Oddział Zamknięty, Lady Pank i Republikę. Republika pod auspicjami Rock Estrady zadebiutowała w Warszawie na koncercie w Hali Gwardii…

Stan wojenny

Pierwszy koncert jaki zrobiliśmy w stanie wojennym odbył się na początku lutego 1982 w warszawskiej Hali Gwardii.To był koncert Republiki, Lady Pank i Stalowego Bagażu. Dobry skład. Wiele kapel chciało wtedy jeszcze wystąpić, ale dostaliśmy od Estrady max 2 godz i niestety nikt więcej nie mógł się zmieścić, a już na pewno nie Brygada Kryzys, której udziału nie przewidywaliśmy ze względu na słaby już wtedy z nimi kontakt, a bardziej, niedawne duże koncerty w Sali Kongresowej,  co nie gwarantowało dobrej sprzedaży biletów… Muzycy Brygady mieli wówczas opłacane przez Stołeczną Estradę próby poza Warszawą, przygotowując materiał na jakąs wyimaginowaną płytę. Opowieści o afiszach z ograniczoną nazwą „Brygada” trzeba między bajki włożyć. Okrojona nazwa „Brygada” została wymyślona przez jednego z muzyków na potrzeby pagartowskiego wyjazdu do Holandii, który zresztą nie odbył się odwołany przez holenderskich organizatorów. Brygada Kryzys z pełną nazwą na plakatach odbyła wcześniej fantastyczną trasę pod koniec listopada 81’wraz ze świetną brytyjską kapelą TV-21, zakończoną dwoma koncertami w warszawskiej Sali Kongresowej. W rezultacie nie  byłem na tym koncercie w Hali Gwardii, bo ten weekend niespodziewanie przebiegł w bardzo dla mnie dramatyczny sposób,  w areszcie komendy milicji na Walicowie, gdzie trafiłem zadenuncjowany przez kolegów „z branży” – co zresztą skończyło się , jak wspomniałem wcześniej,  wyrzuceniem mnie z pracy w Tonpressie i w ogóle w mediach – karą za Solidarność. Już po wszystkim, jak „wróciłem do żywych” zapamiętałem konsekwencje z nim związane.  W  rozumieniu szefostwa Hali Gwardii, która przecież była obiektem milicyjnym, stan wojenny to ład i  porządek i w związku z tym na widowni miały być ustawione krzesła. I były: równiutko w rzędy poustawiane. Można sobie wyobrazić, co było w trakcie i po koncercie. Ja doświadczyłem tego obrazu parę dni po wydarzeniu ; rozpaczający szef Hali Gwardii i taka kupa, kupa tych rozkładanych krzeseł, a raczej tego co z nich pozostało. Ale dobra; chcieli, to mieli.

Płyta nr 3

Wydany został też LP angielski, ten z Pałacem Kultury. To było z nagrania z koncertu w Rivierze Remont. To był koncert w rozliczeniach muzyków za miejsce na próby, poza Rock Estradą, w bezpośrednich uzgodnieniach zespołu ze studenckimi działaczami Riviery. Byłem na nim wśród publiczności. Kolega, który przeprowadzał całą tę angielską operację od strony wydawniczej, nie wyszedł na tym zbyt usatysfakcjonowany.  Nie był to artystyczny hit a i pomysł sprzedaży na patent „z za żelaznej kurtyny” najwyraźniej nie chwycił. Pamiętam, że było pełno tych płyt w sklepie na Słupeckiej. Tutaj się na pewno sprzedawały dobrze. Ale ile?

Potem, jeśli chodzi o Brygadę Kryzys, to się wszystko rozmyło. Rock Estrada finansowała muzykom próby, sprzęt dawała, ale w pewnym momencie, bardzo rozedrganym, wszyscy wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie. To nawet nie chodziło o stan wojenny. Ta płyta  angielska była już takim sygnałem. Nagrana w Tonpressie  czarna płyta ukazała się tuż  później i kapela po prostu już jej nie dogoniła.

UK Subs i inne koncerty.

Wspólnie z Antkiem Kołakiem w  Rock Estradzie zrobiliśmy kilka tras w naszym firmowym cyklu „Rock Blok”. Miedzy innymi fantastyczna z  UK Subs i Republiką. Całą Polskę przejechaliśmy. Hala Olivii, Torwar, wszędzie bilety sprzedane na full. To był kawał dobrej muzyki, fantastyczne zdarzenia. Na Torwarze były dwa koncerty po 7 tys. ludzi.  W połowie trasy dostaliśmy informację, że wszystkie bilety na Torwarze są wyprzedane. Podjęliśmy decyzję, żeby następny koncert organizować.  W Stołecznej Estradzie zebrała się Podstawowa Organizacja Partyjna, aby nas powstrzymać. Stasio Cejrowski nagle na zwolnienie poszedł. A my z Olsztyna wysłaliśmy informację: sprzedawać! W końcu wyszło na nasze. Te „zabawy” kompetencyjne z urzędnikami systemu  były nie z tej ziemi, ale z tym trzeba było żyć. To był element gry. Jak tu przechytrzyć władze. Każdy koncert, każdy występ, każde nagranie musiało mieć stempel cenzury. Wszystkie: i Kryzysu, i Brygady miały. Wszystkie opowieści o tym, że cenzura ingerowała akurat w tych przypadkach  są po prostu nieprawdziwe. Oczywiście były takie – Zbyszek Hołdys  walczył ostro.

Grzesiek Kuczyński, który mieszkał trochę w Londynie, trochę w Warszawie, miał niezłe kontakty z tamtejszym rynkiem muzycznym i organizował kapele. Oczywiście to wszystko musiało przejść przez Pagart. Pagart nam jako Rock Estradzie przy Stołecznej Estradzie odpuszczał, bo nie interesowały go mniej znane kapele. Budgie, UFO-te duże zabierał, organizował koncerty. TV 21, UK Subs, Spear of Destiny zostawiał dla nas. Ich trasy organizowaliśmy w całej Polsce. I oczywiście warszawskie koncerty, wymienionych wcześniej Budgie, UFO oraz Nazareth, Tangerine Dream, Kraftwerk Tiny Turner.

Jaka była różnica między punk rockiem a rock ‚n’ rollem, to można było w trasie zobaczyć. Pół autobusu piło , a pół paliło . Dorośli byli w środku (ha)

Punk był u nas bardzo  pokoleniowy. Socjologicznie to była kwestia mody. Jak „nowo” było!

W PRL-u lat 80’ tych przecież było obrzydliwie siermiężnie. Każde nowe trendy  ubarwiały życie, monotonną, brudno-szarą  codzienność. Coś się działo i dawało poczucie związku ze światem. Ja pamiętam jeszcze w latach 60., jak oglądałem film A hard days night” z  The Beatles w kinie, to utożsamiałem się z nimi, z ich muzyką. Mieliśmy po tyle samo lat i mniej więcej to samo się działo w naszych głowach. Mieliśmy zdecydowanie utrudniony dostęp do wszystkiego, ale dawaliśmy radę. Pamiętam, jakim świętem była płyta.

Punk był nowy, była zmiana. Przyszedł też  czas agresji. Ale to już temat dla socjologa. Reszta to muzyka i show-biznes. Jaki ten show-biznes w PRL-u był, taki był. Byliśmy w nim.”

Rozmawiała Ada Lyons.

Wywiad ten ma się ukazać w zapowiadanej kontynuacji albumu „Polski Punk”.

Reklamy